O Janie Pawle II

O Janie Pawle II

Przyjaciel rodziny


Miałem możność obserwować Ks. Karola Wojtyłę, gdy pisał swoje rozprawy. Każda strona zaczynała się jakimś aktem strzelistym, najczęściej właśnie: „Totus Tuus – ego sum”.

Gdy niedawno konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach, cytował w czasie homilii słowa św. Faustyny mówiące o tym, że z Polski ma wyjść iskra i przygotować świat na zakończenie jego dziejów. Tak Pan Bóg sprawił, że byłem dość blisko Siostry Faustyny, gdy w jej rodzinnej parafii było o niej głucho, a także w Watykanie stały jeszcze ogromne przeszkody na drodze do beatyfikacji. Mało kto wówczas rozumiał jej Boże orędzie. Pan Bóg posłużył się tu człowiekiem, o którym należy koniecznie wspomnieć, gdy mówimy i o Papieżu, i o św. Faustynie; to ks. kard. Andrzej Maria Deskur, który zapłacił za pontyfikat Ojca Świętego wielką osobistą ofiarą. Przeżywszy bardzo ciężki paraliż, spędza swoje życie na wózku w intencji Papieża. Ojciec Święty niejednokrotnie o tym mówił. Monsignore Andrzej Maria Deskur już w czasie Soboru bronił w Watykanie sprawy Siostry Faustyny. Byłem tego świadkiem, a nawet jakby skromnym uczestnikiem.

Jan Paweł II powiedział do mnie kiedyś: „Zanim opuściłem pomieszczenia konklawe, wiedziałem, że muszę napisać encyklikę o Miłosierdziu Bożym. Ta pierwsza Redemptor hominis była jakby przejściem, Dives in Misericordia – «Bóg bogaty w miłosierdzie», to ta właśnie encyklika”.

Odszedł wczoraj, w wigilię Święta Miłosierdzia Bożego, które sam ustanowił. To wszystko są znaki Boże. Oddany bez reszty Matce Najświętszej – przez Jej wstawiennictwo ofiarował się Bogu.

Był człowiekiem bezustannej modlitwy. Gdy wchodził do kościoła i klękał przed tabernakulum, widać było, że całym sobą obcuje z Panem Bogiem.

Odszedł w Roku Eucharystii ustanowionym przez siebie, to także znak. Odszedł, napisawszy prosty i piękny List do kapłanów na Wielki Czwartek, co robił zresztą każdego roku w czasie swojego pontyfikatu. „Totus Tuus”, a przez Nią cały oddany bez reszty Panu Bogu, dlatego wolny, dlatego pogodny, dlatego radosny, dlatego także apostolski. Wiedział, co jest dziś szczególnym terenem apostolstwa. Napisał jako Papież, że „rodzina jest pierwszą i z wielu względów najważniejszą drogą Kościoła”. Napisał też, że „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”.

Był ogromnie zainteresowany naszym Instytutem Naukowym i Kościelnym. Zacytuję jedno zdanie z jego ostatniego Listu do nas, a tych Listów jest cały bogaty zbiór, ponad sześćdziesiąt. Ten ostatni był pisany 13 stycznia br. –„Dziękuję za list z dobrą wiadomością o powracającym zdrowiu. Ufajmy, że wstawiennictwo Matki Najświętszej pomoże w odzyskaniu sił i zdrowia. Całym sercem tego życzę, gdyż potrzebny jest Ksiądz Arcybiskup do prowadzenia dzieła dwóch Instytutów służących Rodzinie”.

Niezwykle przeżyliśmy Jego wczorajsze odejście, dowiadując się o tym z waszej telewizji i śledząc to, co się dzieje na Placu Świętego Piotra. Przeżyliśmy Jego odejście jako odejście kogoś największego, a jednocześnie przyjaciela. Papież-Przyjaciel, dotąd nie używałem tego określenia, może teraz, po wczorajszym wieczorze, wolno. Papież-Przyjaciel rodziny, jej najbliższy przyjaciel. Nie było Papieża w historii Kościoła, który poświęciłby tyle uwagi, tyle serca, tyle przemówień, tyle pism, ile On poświęcił rodzinie w ciągu swojego pontyfikatu. To znacznie więcej niż nauczanie wszystkich Papieży przed Nim.

Wypowiedź przekazana nazajutrz po zgonie Papieża Jana Pawła II, 3 IV 2005, dla telewizji TRWAM, pierwotnie opublikowana w „Naszym Dzienniku”, 4 IV 2005.